wtorek, 13 listopada 2012

Biblioteka

Byłyśmy z Martyną na kółku bibliotecznym.  Jak zawsze nam się nudziło, więc postanowiłyśmy wyjść 10 minut wcześniej. Nadeszła oczekiwana godzina. Od razu zaczęłyśmy tłumaczyć, że to, że tamto... nie chciała uwierzyć. Pozwolę sobie przytoczyć naszą rozmowę.
- Proszę pani, my już musimy iść.
- A po co?
- Do lekarza po skierowanie do sanatorium.
- A do jakiego lekarza?
- Do pani Bobrowskiej - Kaszluga.
- A na jakiej ulicy jest przychodnia?
- Nie wiem dokładnie gdzieś koło Krakowskiej.
- Jak możesz nie wiedzieć gdzie idziesz?
- Wiem gdzie idę. Po prostu nie pamiętam jaka to ulica. Tam się idzie od strony Krakowskiej przez drewniany łuk, prosto, potem w lewo, w prawo, prosto i w prawo. O a później jeszcze w lewo.
Popatrzyła się na mnie spode łba.
- I wszystkie idziecie?
- Tak bo do tej samej pani lekarz, która jest do czternastej.
- No dobrze idźcie już.
Wyszłyśmy z biblioteki, do szatni, a następnie do księgarni, obgadując przy tym wścibską babę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz